Marta Sapała, Mniej



O ile można ograniczyć roczne wydatki podczas rocznego eksperymentu antykonsumpcyjnego? Jaką granicę postawić między kupowaniem a niekupowaniem i czy kupowanie rzeczy absolutnie niezbędnych jest niezbędne? Mniej - ale mniej niż co? Sąsiedzi z klatki, średnia krajowa, przeciętny mieszkaniec Europy, inni uczestnicy eksperymentu? Czytając książkę Marty Sapały, czasami trudno jednoznacznie ocenić czy to, co uprawiają jej bohaterowie to świadomy konsumpcjonistyczny minimalizm czy bicie rekordów w kupowaniu mniej i mniej, całkowite odcięcie się od zakupów i ciągłe popychanie granicy samowystarczalności.

„Czy da się opisywać świat, nie używając ekonomicznych określeń?”

Rok 2012. Rok bez Zakupów. Marta Sapała zamieszcza w sieci ogłoszenie: „szukam zakupowych ascetów/skąpców/finansowych minimalistów”. Udział w dwunastomiesięcznym eksperymencie deklaruje dziesięć rodzin i dwójka singli. Jedenastka z nich jest rozsiana po większych i mniejszych miasteczkach w Polsce, jedna rodzina mieszka na Islandii. Od 1 kwietnia do końca marca następnego roku odmawiają sobie wszelkich przyjemności, ograniczają zakupy do minimum i testują samych siebie. Sapała nie narzuca właściwie żadnych sztywnych reguł - rzuca hasło „kupujmy jak najmniej” i każdy z uczestników wdraża je na własny sposób. Obok podejścia racjonalnego: kupowanie lokalnych produktów w małych, osiedlowych sklepach, wybieranie roweru zamiast samochodu i komunikacji miejskiej, przygotowywanie prostych posiłków, zakładanie ogródków na działkach i balkonach; w „Mniej” nietrudno doszukać się wręcz chorobliwych prób odsunięcia się od zakupów: zupełne cięcie w kategorii ‘ubrania i buty’ to zmechacone rajstopy, skarpety ‘na dotarciu’, dziurawe majtki, ubrania (dla kobiety) w spadku po koledze z pracy. Znak równości między minimalistą i człowiekiem niechlujnym. Kody kulturowe najwyraźniej nie dotyczą uczestników Roku bez Zakupów. 

Eksperyment to okres wyzbywania się konsumpcyjnych zachowań, nauki życia od nowa, inaczej, jak gdyby stały dostęp do produktów, które można kupić, nie istniał. Poszukiwanie alternatyw dla czasu spędzanego na wydawaniu pieniędzy - spacery po parku, korzystanie z bibliotek (do ciągłego kontaktu z literaturą) i czytelni (do pracy), uczestniczenie w miejskich wymianach ubrań, sztuki, przeszukiwanie ofert ‘oddam za darmo’ i ‘wymienię się’. Olx, Thingo, Wymiennik - internet przychodzi z pomocą minimalistycznym nowicjuszom, radzi jak zakładać balkonowe ogródki, podrzuca książki Loreau, Babauty, Petriniego, Cline. Choć to określenie ani razu nie pada w książce, bohaterowie książki Sapały nagle wpadają w ideologię freeganizmu i nieźle się w niej odnajdują. Wewnętrznie czują, że ideały którymi kierują się freeganie, są im niezbędne w czasie tego roku. Społeczność, pomoc znajomych, dzielenie się, wymienianie towarami, usługami, umiejętnościami. Rezygnacja z tego, co łatwo dostępne na każdej sklepowej półce na rzecz budowania relacji, tworzenia mikrospołeczności. Wymierne korzyści? Osiedlowa grządka z warzywami, zażegnanie wielopokoleniowego konfliktu między sąsiadami, wewnętrzny spokój i coś, co w chemii określa się stanem dynamicznej równowagi, a w przełożeniu na ten temat oznacza zaspokojenie, porządek między potrzebą a posiadaniem.

Zbyt piękne byłoby to wszystko, gdyby antykonsumpcjonizm był tak prosty. Dwa kroki w przód, jeden w tył. Albo odwrotnie. Bombardowani codziennie tysiącami reklam, które generują potrzeby, bohaterowie książki ulegają luksusowemu wymiarowi zakupów. Pieniądze, które udało im się zaoszczędzić, wydają bezsensownie na kremy Diora, koszulki od Tommy’ego Hilfigera, wakacje, remonty. Rezygnują tuż przed, zaraz po albo po kilku miesiącach zakupowej ascezy. Najbardziej przerażające jest jednak to, jak bardzo zależni stają się od innych. Prezenty od rodziny, od znajomych, pożyczenie tego i tamtego, ‘oddasz wiosną’ - bilans między samowystarczalnością a niesamodzielnością wypada zdecydowanie na minus. Sapała właściwie niewiele wspomina o wypływie jej eksperymentu na osoby zupełnie z nim niezwiązane. Lepiej im, gorzej, tak samo? Niełatwo siedzieć przy kawie i ciastku obok zadeklarowanego antykonsumpcjonisty, równie niełatwo go zrozumieć - po co przeszukiwać tysiące ofert w internecie, uruchamiać siatkę znajomych w poszukiwaniu rajstop dla dziecka spoko można iść do sklepu i je kupić. Za parę złotych. Nasuwa się pytanie, czy to nadal jest unikanie niepotrzebnych zakupów, czy już coś więcej. 

kadr z filmu "Szukając Vivian Maier", reż John Maloof
Więc znowu rok 2012. Razem z Rokiem bez Zakupów zaczyna istnieć blog nie-kupuje-tego.blogspot.com na którym Sapała opisuje swoje i cudze doświadczenia. Szkoda, że skończył się razem z eksperymentem, ale dłuższe istnienie chyba nigdy nie było planowane przez autorkę. Blog a potem na jego podstawie książka. Przejrzysty podział treści na miesiące, odnośniki na końcu książki, miękka okładka ze zdjęciem wykonanym przez autorkę, minimalizm w czystej postaci. Język jest mocno literacki i choć jest to chyba najmniej ważna rzecz w tej książce, temu językowi „Mniej” bardzo dużo zawdzięcza. Sapała pisze niewinnie, nie wstydzi się swojej subiektywności, raczej boi się skrzywdzenia ludzi, których przedstawia. Przez ten reportaż przebija się wytłumiona miłość, widać, że autorka zżyła się z uczestnikami jej projektu. Spogląda na nich z troską, nie ocenia, nie zamyka w ramach, nie szufladkuje. To - jak mówi podtytuł - „intymny portret”. Każda rodzina zajmuje równie ważne miejsce w tej książce, niezależnie od tego, czy dotrwała do końca Roku bez Zakupów, czy nie. Sapała wraca także do tych, którzy zrezygnowali; porównuje, czy po kilku miesiącach udziału w eksperymencie coś w ich życiu się zmieniło, czy antykonsumpcjonizm jest możliwy także po zakończeniu tego roku bez narzuconego rygoru. I zwykle okazuje się, że tak, że ci, którzy zrezygnowali, dużo wynieśli z zakupowego postu, że nie wrócili do bezmyślnych zakupów. To najbardziej pozytywne przesłanie, jakie płynie z tej książki. 

„Gdy skupiałam się na «mieć», nie miałam czasu «być». Banał, no nie?”

Sapała nie mówi ‘musisz tak postępować, tylko ten sposób jest dobry’. Podsuwa przykłady polskich rodzin, z naszego podwórka; rodzin, które biorą udział w Roku bez Zakupów bo zwyczajnie trudno im powiązać koniec z końcem. Zwraca uwagę na kilka ważkich kwestii, bez których nie można mówić o świadomym konsumpcjonizmie: odcisk węglowy, fast fashion, wykorzystywanie taniej siły roboczej przez wielkie koncerny. „Życie z raz zyskaną świadomością jest niewygodne. (…) Świadomość konsekwencji (…) odbiera kupowaniu niewinność”. Może więc zamiast organizować roczne eksperymenty dla kilkunastu rodzin, lepiej skupić się na edukacji. Zachłyśnięci tym, co oferują nam producenci, zapominamy o tym, co nasz wybór powoduje. Popyt kształtuje podaż, reklama popyt, reklamę tworzy się na potrzeby podaży. Wszyscy mówią o tym, jakie mamy prawa jako konsumenci, ale nikt nie skupia się na nauce świadomego kupowania. Dla mnie ta książka jest trochę wyrwana z kontekstu, Rok bez Zakupów to bardziej wyzwanie niż ideologia na stałe. Warto spojrzeć na pewne rzeczy z perspektywy Sapały, ale czy warto się na coś takiego decydować?


405 stron, Wydawnictwo Relacja, 2014



3 komentarze:

  1. O, jakie ciekawe! Bardzo lubię czytać o takich eksperymentach :D Wyzwania w stylu rok bez zakupów, pół roku bez prądu, siedem miesięcy bez internetu - uwielbiam. Połowa jest na granicy dziwactwa, część pozbawiona sensu, ale świetnie się o tym czyta i zawsze można się czegoś nauczyć :) Na przykład po przeczytaniu "E-migrantów" Susan Maushart zaczęłam się uważniej przyglądać rozpraszaczom uwagi w moim domu (internet, tv, radio) i choć różnie bywa, staramy się korzystać z nich rozsądnie :) Po książce o eksperymencie antykonsumpcyjnym też spodziewałabym się wniosku, że przesada (obojętne w którą stronę) nie jest wskazana :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. poza skrajnymi przypadkami dużo mądrych rzeczy jest w tej książce, więc z pewnością warto ją przeczytać :) (a że po którymś już z kolei spotkaniem ze świadomą konsumpcją nie potrafię zupełnie robić zakupów to kompletnie odrębna kwestia) ;)

      Usuń
  2. Pozycja wydaje się bardzo interesująca. Eksperyment potrzebny naszym czasom :)
    Pozdrawiam,
    Artemis
    http://artemis-shelf.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń